Szkołaa…
Pewnie niewiele osób się cieszy, że zaczęła się szkoła. Duża część z nich narzeka, ale mi to akurat nie przeszkadza. Pomimo tego, że cały tydzień będę po za domem, to i tak codziennie będę widział się z najlepszymi ziomkami i najważniejszymi osobami w moim życiu. No, prawie codziennie. 🙂
Poznałem kiedyś najlepszą dziewczynę na świecie. Nie dość, że rozsądna, inteligentna to w dodatku piękna. Znaliśmy się z widzenia, aczkolwiek nie mieliśmy ze sobą styczności. Było to ponad rok temu. Na prawdę mi się podobała, miłość od pierwszego wejrzenia. Niestety, przez baaaardzo długi czas bez wzajemności. Zaczął się rok szkolny, cały czas nosiłem w sobie to uczucie. Rok szkolny mijał, a Ona się nie zmieniała. Codziennie śniła blaskiem większym od Słońca na niebie. Jej promienny uśmiech roztapiał nawet najtwardsze serca, jej oczy – piękne i głębokie – patrzyły z miłością do bliskich osób, z pogardą dla wrogów. Co nie zmieniało faktu, że były najpiękniejszymi oczami, jakie w życiu widziałem. Chodziłem cały czas z tym uczuciem, że nie mam szans, to nie ma sensu… Jednak…
Zbliżał się koniec roku szkolnego. Super – pomyśleli wszyscy – wreszcie wyczekiwane od dawna wakacje. Dla mnie zbliżały się najgorsze wakacje… Najgorsze, ponieważ nie byłem przy Niej. I zdawałem sobie sprawę, że nigdy nie będę. Jednak tydzień przed zakończeniem roku szkolnego spotkaliśmy się na działce, na imprezie urodzinowej. Co prawda pojawiłem się tam z kumplem tylko w dwóch celach. Wspólny cel z nim wolę zachować dla siebie. Dla mnie drugim powodem była Ona. Impreza minęła niestety bardzo szybko. Nic szczególnego, ale zawsze coś. Myślałem, że to ostatni raz, kiedy się widzimy. Jednak spotkaliśmy się tydzień później, na imprezie z okazji rozpoczęcia wakacji. Tym razem przynajmniej rozmawialiśmy. Radowało mi się serce, pierwsza rzecz, która poprawiła mi humor od baaaaaaaardzo długiego czasu. Zaczęliśmy się spotykać jako znajomi. Od tamtego czasu minęło 6 dni do najważniejszego i najszczęśliwszego dnia w moim życiu. Odprowadzałem Ją do domu. Pomyślałem, że raz się żyję… i spróbowałem. Zgodziła się. Od tej pory jest najważniejszą osobą w moim życiu, moim Słońcem, moim Kochaniem i wszystkim co dobre. Moim małym, a zarazem największym Szczęściem.
Minął niecały tydzień tydzień moich najlepszych wakacji w życiu. I niestety… Pierwsza, poważna spina. Tak, spina po 6 dniach bycia razem. Jednak na drugi dzień było dobrze. Te wydarzenie odeszło w niepamięć. Czas szybko płynie, po drodze zdarzały się mniejsze i większe kłótnie. Cały czas się bałem, żeby nie skończyła się tak, jak tamta… Teraz, gdy rok szkolny się zaczął myślałem, że będzie dobrze. Jednak nie, drugi dzień szkoły i nie wiem co Jej się stało. Mówi, że nic. Wiem o Jej problemach, aczkolwiek przypuszczam, że nie ma to związku z problemami. Zostać olanym na 'dzień dobry’ przez swojego Skarba – niezbyt miłe uczucie. Serce boli, ale cóż. Nie poddaję się, walczę. Nie pozwolę nigdy na to, aby Ją stracić. Kocham Ją najmocniej na świecie. Boże, jeśli kiedyś będzie przeze mnie płakała – ukaraj mnie, zabierz mnie stąd. Nie dopuszczę do tego nigdy. Wolę zniknąć, niż być powodem do łez. I dziękuję Ci, za Nią. Nigdy nie spotkałem lepszej dziewczyny od Niej.
Madziu, kocham Cię. Jesteś najważniejszą osobą w moim nędznym życiu, nie chcę Cię zranić i obiecuję – nigdy Cię nie opuszczę. Niezależnie od sytuacji. Zawsze możesz liczyć na moją pomoc. I proszę – starajmy się nie kłócić. Mówić sobie wszystko prosto z mostu, co leży nam na sercu.
To tyle. Sądzę, że przelewając myśli na wirtualny papier będzie mi lżej. Czas pokaże.
Tymczasem uciekam do szkoły muzycznej. Do następnego! 😉 Joł!
